W Hiszpanii koleje dużych prędkości działają od 1992 roku, pierwszą linią była trasa Madryt-Kordoba-Sewilla. I takim właśnie pociągiem szybkich prędkości AVE przemieściliśmy się z Barcelony do Gerony, odległej 85 km w ciągu ok 40 min. Na stacjach kolejowych, zarówno w Barcelonie i Geronie obowiązują kontrole bezpieczeństwa, podobnie jak na lotniskach. Z tego względu należy zawsze przybyć wcześniej przed odjazdem pociągu. W Geronie czekał na nas przewodnik Łukasz. Polak mieszkający od 17 lat w Hiszpanii. Oprowadzał nas po mieście i ciekawie, często z nutą humoru, opowiadał o jego historii i zabytkach. Gerona jest stolicą prowincji o tej samej nazwie. Historia miasta sięga czasów rzymskich, zostało założone przez rzymskiego wodza Pompejusza w 79 roku p.n.e. Geronę usytuowano pomiędzy rzeką Onyar a wieżą obronną, która dziś jest w ruinie. Zachowały się pozostałości murów obronnych.

Gdy szłam w kierunku średniowiecznej starówki wzdłuż rzeki Onyar, patrząc na kolorowe domki nad wodą, miałam skojarzenie z architekturą Amsterdamu. Miasto ma bardzo bogatą historię. Po rozpadzie imperium rzymskiego, Gerona przechodziła we władanie Wizygotów, potem na krótko Arabów, następnie podbił ją Karol Wielki aż do połączenia z Hiszpanią. W IX wieku w Geronie osiedlili się Żydzi, byli tam aż do roku 1492, kiedy zostali wypędzeni z Hiszpanii przez królów katolickich Ferdynanda II Aragońskiego i jego żonę Izabelę Kastylijską. W Geronie jest bardzo dobrze zachowana średniowieczna starówka i historyczna dzielnica żydowska.

Spacerując średniowieczną starówką dochodzimy o kościoła św. Feliksa i św. Narcyza. Kościół San Felix to bazylika pochodząca z początków chrześcijaństwa. Jego budowa ku czci męczennika św. Feliksa trwała od XII do XVII wieku. Św. Narcyz jest jedną z najbardziej czczonych postaci, który żył w czasach, gdy chrześcijanie byli prześladowani przez Rzymian. Był biskupem w Geronie i duchowym przywódcą dla chrześcijan. Biskup został pojmany przez Rzymian, uwięziony i zmarł śmiercią męczeńską. Został pochowany w Bazylice św. Feliksa, najstarszym kościele w Geronie.

Tuż obok bazyliki znajduje się mała figurka Lwicy. Legenda głosi, że aby ponownie odwiedzić miasto, trzeba pocałować Lwicę w pupę. Ja tylko pogłaskałam pupę Lwicy, ale i tak liczę, że może kiedyś tu wrócę.


Największą budowlą sakralną jest Katedra Najświętszej Maryi Panny. Budowana była od XI do XVIII wieku, więc są tu elementy różnych stylów, począwszy od gotyku, poprzez elementy stylu romańskiego i baroku. Katedra posiada jedną nawę o największej rozpiętości na świecie. Do katedry prowadzą monumentalne schody z końca XVII wieku. Musimy ich pokonać 90, aby stanąć przed barokowym frontem.

Symbolem i maskotką Gerony stały się muchy. Legenda głosi, że podczas oblężenia przez francuskie wojska żołnierze próbowali zbezcześcić grób św. Narcyza. W pewnej chwili z grobu wyleciał rój much, które kąsały francuskich żołnierzy, zmuszając ich do ucieczki. Gdy w XVII wieku armia francuska oblegała Geronę, muchy ponownie wyleciały z grobowca i zabiły konie. Po raz trzeci muchy zaatakowały francuskich żołnierzy podczas oblężenia miasta pod koniec XVII wieku. Figurki i malowidła much można zobaczyć na murach, plakatach, muralach, są wizytówką miasta.

Gerona jest miastem pełnym historycznego klimatu. Mnóstwo zabytkowych domów, uliczek, elementów ozdobnych, ogrodów. Z miejsc widokowych pięknie widać panoramę Gerony i okolic.

Na zakończenie wycieczki Łukasz zabrał wszystkich do sklepu z lokalnymi smakołykami, gdzie odbyła się degustacja czekoladek, suszonych owoców w formie chlebków, słynnych hiszpańskich touronów oraz orzeźwiającej, regionalnej Ratafii. Takie doświadczenie wyraźnie poprawiło nastroje i przywróciło energię po długim zwiedzaniu. Wracając, każdy kupił jeszcze drobny upominek z Gerony na pamiątkę tego niezwykłego miejsca.

Po drodze jeszcze drobne upominki z Gerony. Ja zakupiłam ceramiczną tareczkę do czosnku Pełni wrażeń i wiedzy historycznej wracamy do Barcelony. Przed nami jeszcze jeden dzień zwiedzania.

A my tak much nie lubimy 🙂 Może warto zweryfikować opinię
Ja też nie lubię much much. Ale dla tych z Gerony szacun.