Wiele rzeczy dzieje się przypadkiem. Tak też było z moim wyjazdem do Barcelony. Zrezygnowałam z niego z powodu terminowych obowiązków zawodowych. Gdy jednak okazało się, że jedna z uczestniczek wyprawy zachorowała i zwolniło się jedno miejsce, bez wahania podjęłam decyzję – jadę! I takim sposobem znalazłam się w Barcelonie z My Adventure Jarka Czaplickiego, moją kompanką podróży Agatką i Wiktorią, która do nas dołączyła.
W Polsce plucha zimowa, ale Barcelona również nie była dla nas łaskawa, pierwszego dnia cały czas padał deszcz. Jestem trochę przesądna, więc 13-go w piątek deszcz mógł zdarzyć się nawet w słonecznej Hiszpanii – siła wyższa. Na szczęście było ciepło. Po przylocie na lotnisko El Prat (drugie co do wielkości lotnisko w Hiszpanii, z rejsami pasażerskim od 1927 roku) zauważyłam, że wszystkie taksówki są w kolorze czarno- żółtym, co zostało nakazane przez władze miasta. Stało się tak, by zakończyć spór między korporacjami – z trzech utworzono jedną, właśnie pod czarno-żółtymi barwami.

Barcelona – stolica hiszpańskiej prowincji Katalonia ma bardzo bogatą historię. Miasto zostało założone przez Rzymian pod koniec I wieku p.n.e jako kolonia Barcino, otoczona murem obronnym. Barcelona rozwijała się jako państwo kupieckie, a po upadku imperium rzymskiego, przeszła pod panowanie Wandalów, Wizygotów, Maurów. Po zdobyciu przez Ludwika, syna Karola Wielkiego była stolicą Marchii Hiszpańskiej. Miasto było terenem walk podczas wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-39. W 1939 roku zostało zdobyte przez frankistów. W Barcelonie znajduje się dziewięć obiektów wpisanych na listę dziedzictwa narodowego UNESCO, a siedem z nich to dzieła architekta Antoniego Gaudiego.


Naszą wędrówkę rozpoczynamy od Katedry Sagrada Familia. Ten secesyjny kościół budowany od 1882 roku stanowi symbol Barcelony.

W mieście, niegdyś bardzo pobożnym, w którym od lat maleje liczba wyznawców katolicyzmu i wzmaga się antyklerykalizm, trwa budowa prawdopodobnie ostatniej katedry na świecie. Budowa postępuje powoli, ponieważ finansowanie jest jedynie z datków od osób prywatnych i ze sprzedaży biletów. Komitet Budowy Świątyni to autonomiczna, prywatna fundacja non profit, której celem jest budowa, utrzymanie i restauracja świątyni, zaprojektowanej przez Antoniego Gaudiego. Od 1914 roku do śmierci w 1926 roku Gaudi poświecił się wyłącznie projektowaniu katedry.

Po 144 latach bazylika jest jeszcze nieukończona. W lutym 2026 roku na Wieży Jezusa Chrystusa zainstalowano 17-metrowy krzyż – ostatni, najważniejszy element konstrukcyjny katedry. Dzięki temu świątynia stała się najwyższym kościołem na świecie.

Zwiedzamy starówkę gotycką, przechodzimy przez Plac Kataloński, gdzie królują gołębie. Ptaki rozprzestrzeniły się na początku 1929 roku, kiedy odbywała się wystawa światowa. Wówczas władze uznały, że gołębie na Place de Catalunya mogą stanowić wizytówkę miasta i tak zostało do dziś.

Barcelońskie ogrody, place, ulice stały się siedliskiem papug, żyje ich tu aż 7 gatunków. Mają tu łagodny klimat, obfitość pożywienia i brak drapieżników, co spowodowało zwiększenie się liczebności i trudną walkę z ograniczeniem ich rozmnażania. Patronką miasta jest św. Eulalia. Ta 13- letnia chrześcijanka nie chciała oddawać czci rzymskim bogom. Została wtrącona do więzienia i poddana tylu torturom, ile miała lat. W miejscu jej męczeńskiej śmierci wzniesiono pomnik. W chwili, gdy Eulalia zmarła, w 304 roku, dusza uleciała z jej ciała pod postacią gołębicy i spadła potężna śnieżyca. Żołnierze pouciekali ze strachu i rodzina mogła ją pochować. Od tamtej pory w dniu jej święta – 12 lutego w Barcelonie nigdy nie pada śnieg. Katedra św. Eulalii na starówce to arcydzieło architektury gotyckiej. Budowę rozpoczęto w 1298 roku, w okresie romańskim, a zakończyła się w 1417 roku, w okresie średniowiecza, stąd taka różnorodność stylów. Kult świętej jest bardzo mocny w historii Barcelony. Na jej cześć w patio katedry znajduje się 13 żywych gęsi, bo Eulalia była gęsiarką.

Utrudzeni wędrówką i podającym deszczem zachodzimy do tawerny ze słynnymi hiszpańskim tapasami. Bar Tapas – narodowa instytucja. Historia głosi, że dawno temu hiszpański król Alfons XIII przemierzał południe Hiszpanii. Zmęczony zatrzymał się w przydrożnej gospodzie na kieliszek lokalnego wina. Karczmarz napełnił kieliszek i zmierzał w stronę władcy, ale wtedy zawiał silny wiatr. Przykrył więc kieliszek talerzykiem z plasterkiem szynki, który trzymał w drugiej ręce, żeby nic nie dostało się do kieliszka z winem. Królowi spodobała się taka forma podania, że następnym razem zamówił również z pokrywką (tapa), ale z innym dodatkiem. Tradycja ma się świetnie, ku radości Hiszpanów i turystów. Tapas to nie tylko mała przekąska, tapas to styl życia – iść na tapas, czyli iść coś przekąsić, oczywiście z przyjaciółmi.
My jedliśmy tapas w tawernie, w której płaciło się za tyle tapas, ile było wykałaczek na talerzu.

Barcelona jest znakomicie skomunikowana. Pierwsza linia metra została wybudowana przez Spółkę Gran Metro w 1924 roku i składała się z 4 stacji. Wcześniej miały metro tylko Londyn i Nowy York. Obecnie jest 12 linii metra, nie mają nazw, tylko różnią się kolorami i numeracją od L1 do L12.


W Barcelonie hiszpańska tradycja walki byków została wprowadzona przez kapitana generalnego Katalonii. Widowiska organizowane były na ogrodzonym terenie, ale nie cieszyły się powodzeniem. Pierwsza korrida odbyła się w 1802 roku, ale frekwencja była tak mała, że zabroniono wystawiania sztuk teatralnych w czasie trwania korridy, by nie były dla niej konkurencją. W 1805 roku walki byków w Hiszpanii zostały zabronione (oprócz Madrytu), jeżeli wiązało się to z zabiciem zwierząt. Obecnie w budynku dawnej korridy znajduje się galeria, handlowa, kina, restauracje, kawiarnie i przepiękny punkt widokowy, z którego podziwialiśmy wieczorną Barcelonę.

La Rambla – główna ulica Barcelony (obecnie częściowo w remoncie) to pełen mieszkańców i turystów 2- kilometrowy deptak ze stoiskami z pamiątkami, występami ulicznych grajków. Rambla znaczy po arabsku „rzeczne koryto” wypełniające się wodą podczas deszczu. Bardzo ważnym elementem tej części miasta jest pomnik Kolumba. Został wzniesiony w 1888 roku, dokładnie w miejscu, gdzie włoski żeglarz powrócił z podroży do Ameryki w 1493 roku. Na cokole pomnika umieszczono figury.: Luisa de Sant Angel, który sfinansował pierwszą wyprawę Kolumba, brata Bernarda Boila – pustelnika z Montserrat, kapitana Margarita-dowódcy wojskowego drugiej wyprawy oraz Jaume Ferrera de Blanes- wybitnego Kartografa. Na szczyt pomnika można wjechać windą i podziwiać piękny widok na morze. La Rambla owiana jest legendami, z których jedna głosi, że kto napije się wody ze znajdującej się na deptaku Fontanny Canaletas, na pewno wróci do Barcelony.

Na zakończenie intensywnego zwiedzania, pełni wrażeń, kończymy dzień popijając pyszną i niezwykle czerwoną Sangrię – orzeźwiający napój na bazie wina, z dodatkiem świeżych, pokrojonych owoców cytrusowych i lodem.


Grażynko,
choć piątek i 13, i deszcz to jednak przepiękne światło tuż po nim udało Ci się uchwycić na zdjęciach. Zgłębiłaś, jak zwykle bardzo wnikliwie, historię kraju do którego pojechałaś. Dla mnie nowością jest fakt, iż po 144 latach budowy bazyliki, nadal jest ona nieukończona.
Katedra robi niesamowite wrażenie, słyszałam o niej, ale zbytnio nią nie interesowałam się. Ale jak zobaczyłam, to zrobiła Katedra wrażenie i to ,że cały czas w budowie.
Przepiękne kaplice, witraże, po prostu dzieło pokoleń, taki relikt przeszłości
Trzeba zobaczyć